Dziś nastąpił po raz pierwszy niedotyczący
mnie powrót do szkoły, a co za tym idzie – koniec sezonu ogórkowego w szeroko
pojętych branżach rozrywkowych. Na pewno nie tylko ja zacieram ręce w
oczekiwaniu na wysyp jesiennych premier (czy też początkowo-rocznych), zatem
należałoby się przyjrzeć tym, na których widok kisiel gęścieje najszybciej.
Zgodnie z wieloletnią już
tradycją przełom października i listopada kojarzy mi się jedynie z corocznym
tasiemcem Ubisoftu. Także i tym razem noce mi niespokojne z powodu premiery
Assassin’s Creed: Unity, bo mam naprawdę silną nadzieję, że tym razem zaznam
prawdziwej rewolucji (nie tylko francuskiej!). Jaram się nowym stylem parkouru,
umiejscowieniem historii i samą fabułą. Niestety wydaje się, że kolejny raz
dopadnie nas bolączka niewyraźnego bohatera, jak to francuskie studio ma w
zwyczaju, ale myślę, że owa wada błyskawicznie zatonie w oceanie świeżości i
rewelacyjnej konstrukcji świata. Śpieszno mi też zobaczyć dziewiętnastowieczny
Paryż, w którym dane było mi się pojawić kilka lat temu – ciekawie będzie się
przejść po miejscach zwiedzonych w rzeczywistości.

Far Cry 4? Oczywiście, choć nie
tak szybko. Koniecznie chcę zagrać, jednak tę przyjemność odłożę jednak na
późniejsze miesiące, jeśli nie za rok. Zależy mi na wchłonięciu w ten niesamowicie
skonstruowany świat i obczajeniu okładkowego villaina, który z miejsca skradł
moje serce. Takich łotrów chcę więcej!
Tej jesieni powraca jedna z moich
ulubionych platformówek – Little Big Planet. Trzecia odsłona przyniesie nam
nowych bohaterów urozmaicających rozgrywkę. Większej rewolucji nie stwierdzono,
ale do zabawy z tym tytułem nie trzeba będzie mnie namawiać, zwłaszcza, że
poprzednie części znakomicie służyły mi jako „poczęstunek” dla gości w domu.
Nawet nie potrafię zliczyć ile godzin prześmialiśmy ze znajomymi w tej grze.
Jednym z moich numerów jeden
początku roku jest zdecydowanie The Order: 1886. Exclusive Sony wygląda naprawdę
porządnie, choć w prasie czy w necie na pewno natkniecie się na niemało słów
krytyki dotyczących liniowości i nadmiaru „korytarzy”. Mnie to nie przeszkadza
w jaraniu się tą produkcją, bo wyraźnie cała reszta zalet dokładnie przyćmiewa ową
niedoskonałość. Zapowiada się fajny klimat okraszony niezłą fabułą, zajebista
lokacja i czas historyczny. Można by powiedzieć, że nie potrzeba nam więcej,
ale boję się, że postacie okażą się nudne i niedające się lubić.
Sama się dziwię, że nie mogę się
doczekać naszego lokalnego Witchera. Nigdy nie przepadałam za tą serią prawie
ze wszystkich względów, ale prezentacje tej polskiej gry nie pozostawiają wiele
do życzenia. Olbrzymi świat, potężne doznania wizualne i rozbudowany gameplay.
Po prostu muszę w to zagrać!
Powyższe zestawienie to tylko
początek i obraz moich najgorętszych wyczekiwań. Szkoda, że nie ma tego więcej,
a to między innymi za sprawą tradycyjnych już przesunięć premier. A Wy na co
najbardziej czekacie?
Bardzo ciekawy blog:) Na wiedźmina 3 warto czekać ,bo to będzie kozacka gra:) Fakt,że jestem zakochany w prozie Sapkowskiego od wielu lat wszystko tłumaczy. Spróbuj zagrać w 1 i 2. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń